Blog Borka o ciąganiu Burdzi po świecie Wylacznym sponsorem podrozy jest ciocia Jadzia
RSS
wtorek, 30 stycznia 2018
Takie chciałem życzenia nagrać koleżance, że wypijam kieliszeczek bimberku za jej zdrowie...

Nagranie - nie powiem - wykonałem, ale jak skończyłem i odchuchałem bimberek, okazało się, że nie mam wolnej pamięci w komórce i się nie nagrało.

No trudno, nawet chciałem kręcić dubla, ale oceniwszy wpływ rzeczonej substancji na centralny układ nerwowy, odłożyłem rzecz na później.

Jakoś tak z godzinę, półtorej później, Francois, mój druh i sąsiad, swoją najmłodszą przywiózł, żeby sobie pobrykała z Agatką.

No to otworzyłem takiego merlota chilijskiego, chętnie przyznam, że nie najgorszego.

Całej butelki nie wypiliśmy, bo nie wiedzieć czemu go ta jego  wydzwoniła, żeby wracał.
To potem to co zostało, to tak po włosku - ze szklaneczki - dopiłem.

Jakoś ze trzy godzinki się dziewczynki pobawiły, i odwiozłem je do F, a sam do sklepu podjechałem.

A tam jak raz kolegę Mariusza spotkałem, pogadaliśmy z pół godzinki i Mariusz mówi, żeby do niego podjechać.

Usiedliśmy u Mariusza, pogadaliśmy, Tatrą popiliśmy.
No wiadomo.

Jeszcze tę jego młodszą, co w tym roku do komunii idzie, z katechizmu odpytałem. Bo musi dzieciak biedny na pamięć wkuć. I to z tak durnym językiem napisanymi wyjaśnieniami, że sam ledwom rozumiał, z czego odpytuję.

Tak tu u nas na wyglądają zwykłe dni.
Te kiedy nie świętujemy.

Podlasie
Kurwa
21:45, borekqq
Link Komentarze (1) »
sobota, 30 grudnia 2017
Pić więcej szampana
Pędzić bimber
Częściej robić sushi
Zwiększyć udział kawioru w diecie
Wrócić do chodzenia do kina
14:28, borekqq
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 grudnia 2017

Jestem najbardziej leniwym człowiekiem jakiego znam.
Nie poganiany przez osoby trzecie lub ważne okoliczności, praktycznie nie wykonuje żadnych czynności, poza tymi niezbędnymi do utrzymania ciała przy życiu.

Miałem takie okresy, gdy jadłem wyłącznie kanapki z pasztetem podlaskim, bo łatwo się rozsmarowywał.
Przy mnie nawet dryf kontynentów wygląda na pośpieszną krzątaninę.

I tu zagadka:
Jak to jest do kurwy nędzy, że w dwie godziny po opuszczeniu domu przez mą kohabitantkę, na kwadracie panuje rozpierdol jak po najeździe wyjątkowo niechlujnych wikingów?!

Przecież ja praktycznie nic nie robiłem w tym czasie!
Jak już odszedłem od kompa, to po to, żeby pożyczyć drabinę od sąsiada Mariusza.

I tak jest zawsze: siedzę cichutko, nikomu nie wadzę, nic nie robię, nagle odwracam się za siebie, a za mną zgliszcza domu...


Tak wiem, tu by się przydało zdjęcie, ale zrozumcie, nawet gdybym je zamieścił, to i tak kazałaby mi je usunąć.
Widzę, że nawet już nie pytacie kto.

16:26, borekqq
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 lutego 2017
- Prycha! Prycha! - dobiegł mnie z  bocianiego gniazda okrzyk Agatki. Natychmiast skoczyliśmy do łodzi i ruszyliśmy w pościg. Moi wioślarze naparli na wiosła z całej siły a ja pewnie dzierżyłem harpun. Już po chwili byliśmy u boku wieloryba. Potężny zamach i ostrze na stopę zagłębiło się w jego cielsku. Ale to nie był koniec. Nigdy nie jest. Skurczybyk machnął ogonem i rzucił się w głębinę. Wybrał nam dwieście sążni liny nim się zmęczył i zaczął wypływać. W końcu jednak go dopadliśmy. Wbiłem mu lancę w serce i był nasz. Przywiązaliśmy go do statku i zaczęliśmy specjalnymi szpadlami odcinać warstwy tłuszczu, które wciągaliśmy na pokład i wytapialiśmy z nich tran.
Na końcu Agatka wybrała z czaszki kilka wiader oleju spermacetowego. Dzieciak zawsze się przy tej robocie niemiłosiernie ubabrze, ale tak to uwielbia, że nie mam serca jej odmawiać. Zresztą niech się wprawia.
W końcu odcięliśmy truchło i ruszyliśmy dalej.
Ha, pytacie co z fiszbinem? Powiem wam, że moim zdaniem nie warto, więcej z tym pieprzenia niż ta robota jest warta. W każdym razie ja już od kilku rejsów fiszbinu nie tnę, przy tych cenach to skórka za wyprawkę...

Wszelkie sugestie jakoby autor notki jak jakiś miękki frajerzyna pływał za wielorybami z aparatem w ręku w towarzystwie chińskich turystów mogą narazić sugerującego na kontakt z harpunem autora.

Nie wierzycie?
Dobra to już powiem jak było/jest

Miękką rurką będąc, po raz kolejny pozwoliłem Burdzi wywieźć się do tropikalnego piekła.

Po spędzeniu łącznie prawie 14 w samolotach i zaliczeniu dnia w Londynie, który - oceniając po temperaturze - na okoliczność moich pierwszych odwiedzin przeniesiono chyba na biegun, i po nerwowej bieganinie po lotnisku w Dubaju, obejmującej również przejażdżkę lotniskową eskaemką, no więc po tym wszystkim wylądowaliśmy na Sri Lance.

Gdzieś o 4 rano.

Potem już tylko siup do autobusu, szybki transfer do równie szybkiego jak luksusowego pociągu (fot. w zał.) i znaleźliśmy się w Mirissie.

Pytacie jak tu jest?

Cóż...

Wyobraźcie sobie, że bazar ze Stadionu X-lecia nie został zlikwidowany, tylko przeniesiono go do Dębek, a całość solidnie podgrzano.

Tutejsza oferta rozrywek dla turystów jest skromna, by nie powiedzieć, że żadna.

Jedyne co można tu robić to
pływać, ale woda jest gorąc, więc nie ma tej frajdy co u nas nad Bałtykiem.
Snorkować, ale cholernie w tym przeszkadzają kolorowe ryby plączące sie przed oczami.
Nurkować i uczyć się nurkowania, ale kurde chyba nie po to nac ewolucja wypchnęła z wody, żebyśmy się pchali z powrotem.
Surfować i uczyć się surfowania, ale chyba nie po to człowiek leci przez pół świata, żeby sobie połazić po necie??
Jogować, ale .... bez komentarza
Oglądać żółwie, ale w tej sprawie wystarczy podjechać do sklepu zooloologicznego w Arkadii
Zwiedzać lagunę, ale czy ja wiem...? Fura jak fura... podobno awaryjna.
No i można popłynąć na morskie safari.

Nieźle brzmi.

Niestety czasy prawdziwych przygód, i prawdziwych safari odeszły wraz z nadejściem przemysłu turystycznego.

Czyli że nie popłyniecie sami.



Tu chciałem dać kilka fotek całego tego safar,i ale blox nie chce współpracować, więc może jutro, dziś musicie mi uwierzyć  na słowo, że wieloryby są dość duże.
17:45, borekqq
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 grudnia 2016
Kurwa, co się dzieje z tą Polską?!

To już nie ten kraj co kiedyś.

Zostawiam kompa na stoliku w OBCEJ (sorry Doris) i dość pustej kawiarni, i idę do kibla, jakoś mi w głowie nie postało, że może go ktoś zwinie.
Po drodze mijam fotel na którym leży wypasiona komórka ze słuchawkami, po właścicielce ani śladu.
Kiedy wracam widzę, że laska za mną powiesiła torebkę ze sterczącym z niej wielkim portfelem, wylazła na ulicę i z kimś gada przez tel. powoli się oddalając.

Torebka wisi, latte stygnie.

Zaczynam podejrzewać, że tak narzekamy na tej jebany PiS i całą resztę tej bandy, bo zwyczajnie nie mamy na co innego.


I jeszcze


Próbuje zaparkować o piątej po południu w rejonie Bracka-Chmielna.

Walka skazana na przegraną.

Ale dupę ratuje mi jakiś parkingowy freelancer, wyskakując i machając, że tu mam miejsce.

Parkuję cały szczęśliwy i wdzięczny, bo bym nie zauważył.

Zamykam i grzebiąc po kieszeniach krzyczę do dobrego samarytanina, który akurat trochę się oddalił.
- Dziękuję, zaraz do pana podejdę, tylko tu....
- Nie nie, dziękuję. Ja już na dzisiaj skończyłem. Do widzenia, miłego wieczoru.
18:54, borekqq
Link Komentarze (1) »
czwartek, 01 grudnia 2016
Kurwa.
W kogo wdał się ten bachor?
Bo że nie we mnie to pewne.

U nas w rodzinie takich rzeczy nigdy nie było.

Jakoś tak na weekend przyniosła do podpisu zgodę na dzisiejszy wyjazd ze szkoły, celem jakiegoś kibicowania komuś gdzieś.

Dopytawszy o co chodzi, dowiedziałem się, że z jej klasy nikt nie jedzie, i że ona też nie chce.

Nie to nie.

Dzisiaj widzę się z panią, która pyta czy dziecko jedzie kibicować.

I tu zaczyna się najlepsze.

- No ale Agatka mówiła, że nikt z klasy nie jedzie i ona też nie chce.
- Nie,nie, przecież to są zawody, w których startuje Ola, i jedziemy całą klasą jej kibicować. Agatko, jedziesz z nami?
- Słyszysz Agatko? Jadą wszystkie dzieci, chcesz jechać?
- Mru mru mru - dziecię moje wyartykułowało coś bez entuzjazmu. 
 
To schodzę do parteru, i zaczynam przesłuchanie na uszko.

- Bo słuchaj tato, pani mówiła, że te dzieci co nie pojadą, to będą musiały iść do innej klasy co jest na tym samym poziomie i się uczyć z tamtymi dziećmi. A wiesz, ja się bardzo lubię uczyć....
- I co, wolisz iść się uczyć do innej klasy niż jechać kibicować?

- No wiesz... no tak. No wolę - wystękało ostatecznie moje dziecko.

Wprawiając ojca swego w stan kompletnego, zdebilałego osłupienia, zadziwienia i szoku.

I na tym stanęło.

Podniesienie mojej szczęki wymagało użycia lewarka.

10:40, borekqq
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 listopada 2016
Kurna, to się pogłębia.

Się cholera jakaś taka stara zrobiła, gada z kimś przez komórkę, nóżka na nóżkę, dygu dygu - w kolanku zgięcie.
A jak jej wejdziesz, to patrzy na ciebie i pyta - O co chodzi?

Przynosi jakieś frazy, wyszukiwać każe, a potem łazi po domu, słucha i nuci o tamtej dziewczynie, która mieszka kilka myśli stąd.

I kolebie na boki czym tam ma.

Nie żeby miała czym.

Póki  co.

Tyle mojego.

Pocieszam się, że tak na czuja, to Sylwia Grzeszczak, którą właśnie jestem zamęczany, i o której istnieniu wiem od pół godziny, no więc ona chyba jednak jest lepszym wyborem niż niejaka Violetta.



18:48, borekqq
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 listopada 2016
To oczywiście nic nowego dla wielu z Państwa, którzy macie starsze potomstwo.
Często przecież dorosłe.

Ale dla mnie fakt, że dziecię moje, ten malutki bąbelek, włóczy się po osiedlu i  załatwia ze mną sprawy przez telefon, rzucając na koniec "no pa tatek, muszę lecieć", no więc fakt ten wciąż jest powodem wielkiego zadziwienia i powoduje powracające pytanie.

- Kiedy?! Kurwa kiedy to przeleciało?!
19:04, borekqq
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 31 października 2016

- Chłopcy w klasie mi dokuczają, bo ja jedyna jestem ze wsi.

Kurwa.

Mówiłem kobicie, że za często tu przyjeżdżamy. 

22:22, borekqq
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 października 2016
O skali zidiocenia sytuacji rodzinnej, jaka tu u nas panuje, najlepiej świadczy to, że moje kanapki z czosnkiem, które mają mnie uleczyć z lekkiego podziębienia, zjada mi kot.

Kurwa

Kot
01:55, borekqq
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43