Blog Borka o ciąganiu Burdzi po świecie Wylacznym sponsorem podrozy jest ciocia Jadzia
RSS
piątek, 20 listopada 2009
Wyjaśniło się czemu jestem tak dobrą istotą.
I skąd moje nieprawdopodobne powodzenie u kobiet.


Znaczy, u Burdzi.

Bo powodzenie u innych kobiet to miał tamten zły Borek, ten którego zabiłem i zająłem jego miejsce, żeby resztę życia spędzić z Burdzią.

To wszystko dlatego, że jestem aniołem.

No wiecie, takim z nieba.

Serio serio.

Mam dowód:

Burdzia wciąż żyje.
 
Po tym:
- Kupiłam sobie Hainekena, dla ciebie nie wzięłam kochanie.

Nie tylko żyje, ale nie jest nawet bardzo sina.

21:18, borekqq
Link Komentarze (1) »
czwartek, 29 października 2009
Być może najwytrwalsi z moich znakomitych czytelników pamiętają, że jakiś czas temu okazało się że mieszka z nami mąż Burdzi.
Wtedy, dzięki własnej naiwności sam siebie przekonałem, że to niby o mnie chodzi, i ze żadnego innego faceta tu nie ma.

Chyba, kurwa, byłem ślepy.

I to go kurwa rozzuchwaliło.

Ale powoli zbieram o kolesiu coraz więcej informacji.
Ostatnio ustaliłem ile ma wzrostu.
Całe 165 cm kurdupla.

Skąd?

Proste.
Kolo zrobił się tak bezczelny że zaczął nosić moje ciuchy.
Rano zakładam polar - rękawy podwinięte do łokci, wieczorem szlafrok - to samo, biorę puchówkę - i znowu.
No nie mówiłem, że bezczelny?

Na razie mu odpuszczę, znam jego żonę, to co się będę pastwił nad biedakiem?

23:25, borekqq
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 października 2009
Odkładaliśmy to z tygodnia na tydzień.
Ze strachu.
Burdzia specjalnie ściągnęła fachową literaturę.
Przeczytaliśmy co trzeba.
Skonsultowaliśmy się z ludźmi, którzy mieli już to za sobą.
Zadaliśmy sobie pytanie "czy damy radę?".
Odpowiedź była jedna - nie mamy wyjścia, musimy przez to przejść.
Znowu trochę poodwlekaliśmy.
Wyznaczyliśmy ostateczny termin.
Nie było już dla nas odwrotu.
To se zmieniliśmy termin, na drugi tydzień listopada.
W końcu wczoraj, jakoś z rozpędu i trochę przez nieporozumienie zaczęliśmy.

Przyzwyczajanie Agatki do samodzielnego zasypiania w łóżeczku.

Do tej pory odbywało się to na różne sposoby: na rękach, na bujaczku, w wózku, w czasie karmienia, zazwyczaj trwało to długo i wiązało się z masą ryków.

Poziom wkurwu bywał wysoki.

Bo warto tu wspomnieć, że kiedy Agatka ryczy, kaprale marines wpadają w kompleksy.

Metoda jest prosta.

Ładujesz dzieciaka do łóżka, wychodzisz i odczekujesz minutę ryków, wchodzisz i uspokajasz, wychodzisz i odczekujesz trzy minuty ryków, wchodzisz i uspokajasz, wychodzisz i odczekujesz pięć minut ryków i potem już co pięć minut aż dzieciak padnie.

Proste?

Relacje z forum mówiły o godzinnych walkach, a w książce jest mowa o tygodniowej kampanii.

Dodatkowo, koncepcja nieudzielania natychmiastowej pomocy płaczącemu dziecku nie do końca odpowiadała Burdzi i obawiałem się, że będę musiał użyć starego łańcucha, tego na którym kiedyś trzymałem ją w kuchni.

Cóż, można powiedzieć że własne dziecię zrobiło nas w bambuko.

Pierwszego dnia wystarczyły 3 sekwencje, a łączny czas płaczu nie był dłuższy niż do tej pory przy usypianiu.

A dzisiaj, drugiego dnia, Agatka zasnęła po 4 minutach (1+3)
Bijąc wszelkie rekordy w szybkości zasypiania.

A my zostaliśmy z tą metodą jak Himilsbach z angielskim.

Wychodzi na to, że do tej pory to ją zwyczajnie wkurwialiśmy tym całym wożeniem w wózku czy kołysaniem.


21:22, borekqq
Link Komentarze (2) »
sobota, 24 października 2009
Ostrzegam, że ostrzegam.
Kurde!
Jak mi ktoś jeszcze raz zużyje żel do golenia i nic nie powie, to normalnie walnę w tą śliczną główkę, tak że ta blond farba się posypie...

18:47, borekqq
Link Komentarze (2) »
środa, 21 października 2009
Łatwo  zauważyć, że w ostatnich latach do Warszawy sprowadza się masa nowych osób.
Ja osobiście jestem wielkim fanem tego zjawiska.

Zresztą trudno żebym nie był fanem, biorąc pod uwagę że wszystkie fajne laski (pozdro dziewczyny) jakie poznałem po ogólniaku, były przyjezdne.
 
Oczywiście mowa tu o Burdzi.

Bo oczywiście te inne laski (pozdro, pozdro), to poznawał ten drugi Borek, ten którego zabiłem i zająłem jego miejsce, żeby resztę życia spędzić z Burdzią.

Ale ja nie o tym.
Znaczy nie o dupciach.

Wracając.

Wydawało by się na pierwszy rzut oka, że migracja do W-wy ma klasyczne wyjaśnienie.
Wiadomo; praca, płaca, studia no i starych nie ma.

Niby tak, ale.

Dzisiaj, będąc na chwilę w Białej Podlaskiej i załatwiając tam pewną sprawę urzędową odkryłem prawdziwą przyczynę, dla której dziewczęta i chłopcy przenoszą się tu do nas od razu po szkole.

Parkowanie.

Tak.

Jeśli jeszcze kiedyś będę narzekał na brak miejsc parkingowych w Warszawie, to proszę mi rzucić hasło "Biała..." i na pewno się zamknę.

Ludzie!
Kurwa!

Nie wiem ile tam mieszka osób i nie wiem po ile każda ma samochodów, ale wiem że parkowałem w okolicach rynku 40 min zanim mi się udało.
A w Wawce rekord to 15 w rejonie Kruczej/Jerozolimskich

Że niby nie znam miasta? Znaczy Białej?
Ok.
Ale razem ze mną kręciła się w kółko masa miejscowych i szło im nie lepiej.

I dlatego, jak podejrzewam, mamy tu w Warszawie tyle superfajnych lasek.
Po prostu mają gdzie zaparkować.

To wyjaśnia też dlaczego przyjeżdża więcej dziewczyn.
Proste.
Facetom parkowanie idzie jednak lepiej, to se zawsze jakoś poradzą na miejscu.
23:17, borekqq
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 października 2009
Włochy nie kojarzą się zapewne moim, najlepszym na świecie,  czytelnikom z miejscem gdzie uczciwy Polak może doznać jakiś szczególnych upokorzeń.

Dobra kuchnia, przyjazny klimat, mili ludzie, zdroworozsądkowe podejście do kwestii praworządności oraz delikatna niechęć wobec Niemców, zapewniają im dużą sympatię Polaków.

Ale ja oczywiście to co innego.

Upokorzenie?

Proszę bardzo.

Że Włosi nie chcą sami?

Nie szkodzi, od czego ma się kochającą kobietę?



Burdzia robi zdjęcie:
- Kochanie, uwaga, wciągnij ten brzuch!
- Yyyyyyhhhh właśnie wciągnąłem....


ps. W sprawie konkursu: ponieważ blox zrobił coś dziwnego z moją  poprzednią notką, zapraszam, może tym razem sie uda.
22:19, borekqq
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 października 2009
Godz 4.00
Rimini
Pobudka.
Masakrycznie niewyspani, po trudnej nocy z budzącą się co chwila Agatką, wstajemy żeby zdążyć na pociąg.

Godz 5.00
Rimini
Wymarsz.
Maszerujemy na dworzec, do pociągu pół godziny.

Godz 5.15
Rimini dworzec.
Pociąg jest o 5.45 a nie 5.30

Godz 5.45
Pociąg
Wszystko ok.

Godz 6.20
Forli
Teraz tylko autobus na lotnisko i po problemach.

Godz 6.22
Forli
Autobus bezpośredni zaczyna jeździć o 9.00, rozkład przesiadek nie rokuje najlepiej.

Godz 6.30
Taxi
Wszystko ok.

Godz 6.40
Forli-Aeroporto
Wszystko ok, odprawa, kawa, kanapki, znajomi.

Godz 8.15
Forli-Aeroporto
Wszystko ok, rodziny z dziećmi bez kolejki.

Godz  8.30
Wizz Air on board.
Lejdis end dżentelmens tu kapitan spiking, że będziemy w Warszawie o 10.10, 25 min przed czasem.
Hura.

Godz 10.05
Wizz Air on board.
Wszystko ok.

Godz 10.06
Wizz Air on board.
Lejdis end dżentelmens tu kapitan spiking, że w Warszawie jest zła pogoda i nic nie widać, musimy tu trochę poczekać, przewidujemy lądowanie w normalnym czasie ok godz 10.35

Godz 10.20
Wizz Air on board.
Lejdis end dżentelmens tu kapitan spiking, że w Warszawie jest już bardziej coś widać i zaraz lądujemy, tylko kilka samolotów musi bardziej niż my, to poczekamy na swoją kolej.

Godz 10.40
Wizz Air on board.
Lejdis end dżentelmens tu kapitan spiking, że w Warszawie jest znowu nic nie widać i musimy poczekać. A w ogóle to ja umiem wylądować bez patrzenia, tylko mi wyłączyli na ziemi takie coś do lądowania na przyżądach.

Godz 11.00
Wizz Air on board.
Lejdis end dżentelmens tu kapitan spiking, niestety dalej nic nie widać, zostalo nam paliwa na 5 minut.*
A potem lecimy na nasze lotnisko zapasowe w Katowicach

Godz 11.30
Wizz Air on board.
Lejdis end dżentelmens tu kapitan spiking, że wylądowaliśmy w Katowicach.

Godz 11.40
Wizz Air on board.
Lejdis end dżentelmens tu kapitan spiking, prosze pozostać na swoich miejscach, w chwili obecnej ustalamy czy wracamy do Warszawy czy was tu wysadzamy. Konsultujemy się z biurem meteorologicznym lotniska Okęcie. Za 5 minut poinformujemy państwa co dalej.
5 minut? Hehe dobre.

Godz 12.00
Wizz Air on board.
Lejdis end dżentelmens tu kapitan spiking, ustalamy co dalej, za 10 minut wam powiemy.
Jasne.

Godz 12.40
Wizz Air on board.
Lejdis end dżentelmens tu kapitan spiking, tak jak mówiłem ustalaliśmy, ustalaliśmy i ustaliliśmy ze wysiadacie tu. Załatwimy wam transport, a może za 3 godziny będziecie mogli polecieć innym samolotem. Do widzenia.
Do widzenia.

Godz 12.50
Katowice lotnisko Pyrzowice
Wszystko ok, bagarze, bufet, gazety.

Godz 12.55
Katowice lotnisko Pyrzowice.
Ej, pasażerowie co chcieli do Warszawy ale im nie wyszło, za godzinę podstawimy wam autobus.

Godz 13.55
Katowice lotnisko Pyrzowice.
Ej wy! Autobus czeka.

Godz 14.00
Autobus
Wszystko ok, poza pogodą, warunkami na drodze, i korkami.

Godz 15.00
Autobus na trasie katowickiej
Wszystko ok, poza j.w.

Godz 16.00
Autobus na trasie katowickiej
Wszystko ok.

Godz 17.00
Autobus.
Mijamy Ikeę w Jankach.

Godz 17.20
Autobus.
Mijamy Ikeę w Jankach.
Ciągle.

Godz 17.30
Raszyn

Godz 17.45
Ciągle Raszyn

Godz 18.00
Warszawa al Krakowska

Godz 18.30
Warszawa al Krakowska parę metrów dalej

Godz 18.45
Okęcie

Godz 19.00
MZK 175

Godz 19.10
MZK 175

Godz 19.20
Przystanek
Wysiedliśmy wcześniej, razem z Agatką i bagażami okazujemy się szybsi niż autobus.

Godz 19.25
Dom.

Co kurwa?
Że długa notka?
Myślicie że mi to poszło szybko?

Ludzie! Ponad 14 godz z Rimini?
Samolotem?!
Furką szybciej można tą traskę zrobić!
Przesadzam?
Google maps sugeruje 17 godz to na bank można szybciej.

Gdyby ktoś pytał jak zniosła to moja siedmiomiesięczna córka Agatka to informuję że przez te 14 godzin może  cztery razy trochę się naburmuszyła. I to wszystko.

Curunia tatunia.

Ok, a teraz konkurs: wskaż, od którego, do którego momentu Borek miał miękkie nogi, nagrodą jest kawałek parmezanu.

*Naprawdę facet tak powiedział
- Zostało nam paliwa na pięć minut- tu zrobił jakąś taka przerwę, w czasie której pasażerowie postarzeli sie o całe lata, i dokończył:
- A potem będziemy już musieli lecieć do Katowic.
Potem słyszałem co najmniej dziesięć osób opowidających o tym przez komórki.