Blog Borka o ciąganiu Burdzi po świecie Wylacznym sponsorem podrozy jest ciocia Jadzia
RSS
piątek, 29 stycznia 2010
Chłopaki w robocie pytają mnie nieraz czy często leję Burdzię?

Otóż nie, ona już taka była jak ją poznałem.

Serio.




Ech, powiecie że jestem za dobry, ale pozwoliłem dziewczynie. Niech ma.

Ps. Fotomontaż dlatego, że ekranik w komórce nie pomieścił całości.
00:01, borekqq
Link Komentarze (1) »
środa, 27 stycznia 2010
Kiedy chcemy pójść z dzieckiem do lekarza robimy to różnie w zależności od pory dnia i naszych potrzeb.

Jeśli jest dzień a nam zależy na jakimkolwiek pediatrze, to po prostu dzwonimy do przychodni pod domem, umawiamy się na konkretną godzinę, przychodzimy i z półgodzinnym poślizgiem jesteśmy przyjmowani.
U lekarza jest już karta Agatki z całą historią chorobową.

Jeśli jest noc to musimy pojechać do centrum, gdzie nasza przychodnia ma swoją filię całodobową.
Wcześniej oczywiście dzwonimy, ale tym razem to właściwie niepotrzebnie bo najdłuższa kolejka w jakiej czekaliśmy to jedna osoba w gabinecie i my jako drudzy. Zwykle jesteśmy sami.

Natomiast jeśli chcemy pójść do naszej osobistej pediatry(?) to jedziemy na rondo Babka* oczywiście po wcześniejszym telefonicznym umówieniu wizyty.
Meldujemy się w rejestracji i idziemy pod gabinet.
Tu jest dość punktualnie a właściwie co do minuty.
Pani doktor wychodzi i wzywa nas po nazwisku.
Sytuacje typu "ja mam na dziewiątą tylko się spóźniałam to teraz ja wchodzę bo byłam przed panem tylko mnie nie było" nie zdarzają się.
Karta chorobowa jest w sieci przychodni a nie w szarej kopercie.
Ostatnio potrzebna była drobna konsultacja laryngologiczna.
Pani doktor podniosła telefon i umówiła nas na wizytę za minutę piętro wyżej, jak doszliśmy to laryngolog miała już naszą dokumentację u siebie na kompie.

Tak to wygląda, jeśli chodzi o Agatkę.

Moje osobiste doświadczenia są następujące:
Miałem wadę serca.
Jak pojawiła się skuteczna technika operacyjna dla mojego typu wady to jeden pan dr. n. med. zaprosił mnie na spotkanie i w luźnej rozmowie zaproponował operację serca, następnie przy pomocy kartki i długopisu wytłumaczył mi istotę tej wady i sposób jej operowania.
Posłużył się zrozumiałym językiem i przejrzystymi szkicami i tak mnie przekonał.

Zgodziłem się.

Dwa tygodnie później zgłosiłem się do szpitala, gdzie przyjęto mnie na oddział przygotowawczy.
Przyjemnie kameralny: dziesięć trzyosobowych pokoi z łazienkami, kącik tv, kuchnia dla pacjentów głodomorów i trochę pomieszczeń dla personelu. Całość nie tyle zamknięta co dyskretnie odgrodzona.
Ja osobiście lubiłem wyskoczyć z naszego oddziału do barku na małe co nieco.
W szpitalu jest też kiosk, biblioteka i basen.
W końcu mnie zoperowali, chwile potrzymali aż się doprowadziłem do kultury i wypisali.

Że czemu ja o tym?

Bo tak sobie dzisiaj pomyślałem, że może przesadzamy z tym narzekanie ma służbę zdrowia?

No bo niby czego tu się czepiać?

Słucham?

No zgoda, to dzwonienie jest cholernie niewygodne, powinni umożliwić kontakt przez stronkę.

Tak, mnie też już denerwują te wszechobecne pastele, i też wolałbym wnętrza bardziej glamur.

Jakieś jeszcze powody do narzekań?

*stanowczo, zdecydowanie i twardo odmawiam używania nazwy rondo Zgrupowania AK "Radosław", nie kurwa nie!

23:46, borekqq
Link Komentarze (1) »
sobota, 23 stycznia 2010
Burdzia zrobiła dzisiaj najtrudniejsze ciasto świata.
Przepis nie jest może zbyt skomplikowany, po prostu kilka warstw słodkości.

Gdzie trudność?

Taka drobnostka:
Po zrobieniu trzeba czekać dwa dni żeby się przegryzło.

Siedzimy.

Czekamy.

Nad gotowym słodkim ciastem.

Nie jest łatwo.

22:08, borekqq
Link Komentarze (2) »
piątek, 22 stycznia 2010
Abitnie, dzisiaj pod libacji alkoholowej, chciałem spic jednego anglika i amerykaninia, i już byłem bliski sukcesu jak burdzia p[rzytsłala emesemewsa ze musze wracać bo cioś tam,no to trudno, wróciłem i huj s tego sp[icioia. Ale jeszcze ich dopadne. hej!
22:25, borekqq
Link Dodaj komentarz »
...pojebie, co tu odpierdalałeś z ta siekierą? Co? - Tumski wysłuchał charkotliwej odpowiedzi i już ciszej zadał jeszcze kilka pytań, dla pewności po każdym waląc Borka w głowę.
Z coraz mniejszym przekonaniem w miarę czasu.
W końcu rozpiął kajdanki i oswobodził Borka.
-Dobrze proszę pana- podniósł go i otrzepał- proszę teraz iść do domu a jutro zgłosi się pan do mnie do komendy na przesłuchanie.
Do Tumskiego podbiegł Wyżyłowski
- Stasiu, co ty? Puszczasz tego schizola? Pogięło cię?
- Wyżeł, to żaden schizol, to zwykły facet, ma dziecko, jakąś dupę, rachunki i robotę. On tylko o raz za dużo usłyszał "może być bez grosza?"
- A, to teraz kapuję dlaczego nie drasnął w tym szale żadnego zakładnika a wszystkie kasy im w drobny mak rozjebał.
- No właśnie. Dobra, jakoś go z tego wymiksuję, zapłaci za szkody i tyle.
W tym momencie zaskrzeczało radio Wyżyłowskiego

Uwaga wszystkie jednostki AT alarm, w sklepie na ul Żeromskiego nie przyjęto do skupu butelek bez okazania paragonu zakupu, uzbrojony w piłę łańcuchową mężczyzna zagraża obsłudze stoiska monopolowego. Potrzebne wsparcie.



00:13, borekqq
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 stycznia 2010
Poprzednia notka została w połowie brutalnie przerwana przez atak śpiączki, który dał mi ledwie czas na wyłączenie kompa na listwie zasilającej- nie było mowy o czekaniu na wyłączenie systemu i rzut do łóżka, zasnąłem chyba w locie.

Ciąg dalszy, który był planowany na dzień dzisiejszy zostaje odłożony na bliżej nieokreślony termin.

Że czemu?
Że chujowo?

Zgoda.

Ale trochę jestem dziś roztegowany.

Coś takiego od Burdzi usłyszałem:

- A może faktycznie drugie dziecko, kochanie?

Tak więc krwawe wydarzenia na stacji BP muszą poczekać aż rozsypane kawałki  na jakie mnie rozsypało zamienią się w płynny metal, połączą w kałużę i na powrót uformują w Borka.
22:51, borekqq
Link Dodaj komentarz »
Tumski przeszedł pod policyjną taśmą otaczającą stację benzynową.
W drzwiach do budynku spotkał Wyżyłowskiego, szefa ATciaków.
- Cześć Stasiu, możesz wchodzić, my swoje zrobiliśmy, facet był sam.
- No cześć Wyżeł, te petardy od zaplecza to niezła zmyłka była.
- Niezła co? Facet kompletnie zgłupiał, chłopaki go dopadli odwróconego plecami, myślał ze wchodzimy tyłem, debil.
Tumski podszedł do skutego i leżącego twarzą do podłogi Borka.
Wszędzie chrzęściło potłuczone szkło, fotograf właśnie robił zdjęcie zakrwawionej siekiery, a kilku mundurowych uspokajało niedawnych zakładników.
- Dobra Borek, gadaj mi...

CDN
00:32, borekqq
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Wydaje mi się, ze jestem o piczy włos od nobla z fizyki.

Ale najpierw kilka słów wprowadzenia.

Większość, a przynajmniej duża część, tego co dzieje się nowego we współczesnej fizyce teoretycznej to odkrycia oparte o poszlaki i dedukcję.
Nikt już nie rzuca jabłkami.
Nie, rozpisuje się długie na kilometr równanie i siedzi nad nim latami. A ponieważ za cholerę nie chce wyjść prawidłowy wynik to wymyśla się że to przez tajemniczą nieznaną cząstkę, np bozon Higgsa albo neutrino.
No i taką teorię niesie się tym debilom od fizyki doświadczalnej, co to zamiast kulturalnie wszystko sobie policzyć na tablicy, wydają pierdylion dolców na tunel w kształcie ronda i próbują w nim rozpierdolić nasze obliczenia napierdalając o siebie malutkimi cosiami typu elektron.

Teraz przechodzimy do mnie i mojego nobla.

Ale najpierw kilka słów wprowadzenia.

Materia i antymateria.
Materia- proste.
Antymateria- tak samo, tylko odwrotnie.
Przy spotkaniu jednej z drugą dochodzi do zniknięcia.

Teraz przechodzimy do mnie i mojego nobla.

Do tej pory antymateria występowała tylko pod postacią pojedynczych cząstek elementarnych, jakieś antyprotony, antyneutrony itp. Zresztą było jej tyle co kot napłakał.
No to ja odkryłem dużo większe obiekty zbudowane z antymaterii.

Jak?

Przez obserwację pilota do tv.

Skubany co chwila anihiluje.

Odkładam go, chwilę później chcę użyć i trafiam w puste miejsce.
Jedyne racjonalne wytłumaczenie, to że spotyka się z antypilotem i znika.

Teraz pracuję nad wyjaśnieniem w jaki sposób pojawia się z powrotem.
Rozgryzłem kwestię zamiany energii w materię, ale problem jest taki, że z równań wychodzi mi suchy a realnie pojawia się obśliniony.

No ale przecież nikt chyba nie podejrzewa mojego dziecka o taką nikczemność jak podkradanie tatusiowi pilota celem obślinienia?


23:22, borekqq
Link Komentarze (2) »
piątek, 15 stycznia 2010
Notka?

Jaka kurwa notka?

Jedna ma histerię i wyje, druga ma rwę i się zwija a ja mam sraczkę i stekam.

Notki nie będzie.
23:09, borekqq
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 stycznia 2010
Kurwa, naprawdę tęsknię za chwilą w której będę mógł posadzić dziecko przed tv, puścić mu bajki i mieć z bańki na cały dzień.

I mam szczerą nadzieję że polubi strzelanki FPP, takie co zajmują w cholerę czasu i kompletnie przykuwają do kompa.

O szybki komputer może być spokojna, tatuś zrobi wiele żeby się pozbyć córeczki.

18:07, borekqq
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25