Blog Borka o ciąganiu Burdzi po świecie Wylacznym sponsorem podrozy jest ciocia Jadzia
Blog > Komentarze do wpisu

mały narkoleptyk

Odkładaliśmy to z tygodnia na tydzień.
Ze strachu.
Burdzia specjalnie ściągnęła fachową literaturę.
Przeczytaliśmy co trzeba.
Skonsultowaliśmy się z ludźmi, którzy mieli już to za sobą.
Zadaliśmy sobie pytanie "czy damy radę?".
Odpowiedź była jedna - nie mamy wyjścia, musimy przez to przejść.
Znowu trochę poodwlekaliśmy.
Wyznaczyliśmy ostateczny termin.
Nie było już dla nas odwrotu.
To se zmieniliśmy termin, na drugi tydzień listopada.
W końcu wczoraj, jakoś z rozpędu i trochę przez nieporozumienie zaczęliśmy.

Przyzwyczajanie Agatki do samodzielnego zasypiania w łóżeczku.

Do tej pory odbywało się to na różne sposoby: na rękach, na bujaczku, w wózku, w czasie karmienia, zazwyczaj trwało to długo i wiązało się z masą ryków.

Poziom wkurwu bywał wysoki.

Bo warto tu wspomnieć, że kiedy Agatka ryczy, kaprale marines wpadają w kompleksy.

Metoda jest prosta.

Ładujesz dzieciaka do łóżka, wychodzisz i odczekujesz minutę ryków, wchodzisz i uspokajasz, wychodzisz i odczekujesz trzy minuty ryków, wchodzisz i uspokajasz, wychodzisz i odczekujesz pięć minut ryków i potem już co pięć minut aż dzieciak padnie.

Proste?

Relacje z forum mówiły o godzinnych walkach, a w książce jest mowa o tygodniowej kampanii.

Dodatkowo, koncepcja nieudzielania natychmiastowej pomocy płaczącemu dziecku nie do końca odpowiadała Burdzi i obawiałem się, że będę musiał użyć starego łańcucha, tego na którym kiedyś trzymałem ją w kuchni.

Cóż, można powiedzieć że własne dziecię zrobiło nas w bambuko.

Pierwszego dnia wystarczyły 3 sekwencje, a łączny czas płaczu nie był dłuższy niż do tej pory przy usypianiu.

A dzisiaj, drugiego dnia, Agatka zasnęła po 4 minutach (1+3)
Bijąc wszelkie rekordy w szybkości zasypiania.

A my zostaliśmy z tą metodą jak Himilsbach z angielskim.

Wychodzi na to, że do tej pory to ją zwyczajnie wkurwialiśmy tym całym wożeniem w wózku czy kołysaniem.


wtorek, 27 października 2009, borekqq
Komentarze
2009/10/27 22:20:41
Hahahaha x:D
My z Dzidzią jeszcze śpimy razem x;) Ale i tak sama zasypia już od początku prawie, wypracowałam od samego początku stały rytuał. Kąpiel, jedzonko (czasem przy jedzeniu zaśnie, ale już ostatnio rzadziej), głaskanie główki, i odchodzę od wyra. Ona niezawodnie zaśnie, nieważnie, co się dzieje w pokoju. Potem kładę się do wyra, i ona się nie budzi x;)
-
2009/10/29 23:28:15
du.ża zazdrość, przy następnym dziecku wszystko urządzimy inaczej, a do metody jeszcze wrócę, bo okazuje sie ze nie jest jak jest